piwo

Pan Bóg ratuje piwo przed rozlaniem

W klasztorze, gdzie przełożonym był Kolumban Młodszy miała zdarzyć się następująca historia, którą pozwolę sobie poniżej zacytować. Historię tę przekazał nam Jonasz z Bobbio, autor hagiograficznego utworu o św. Kolumbanie, Vita Columbani. More »

lenna i wasale

Książka „Lenna i wasale”

Niedawno natknąłem się na książkę wydaną w tym roku. Ponieważ zahacza o interesujące mnie czasy, kupiłem ją sobie za ciężkie pieniądze. Po przejrzeniu zapowiada się interesująco, autorka bowiem na nowo interpretuje źródła More »

im-civaux4-dwa

Pogrzebowe inspiracje merowińskie

Czytam sobie artykuł L. Leciejewicza (1) i natykam się na taką ciekawostkę: U schyłku VI w.,w Vendel, Valsgärde i innych miejscowościach środkowej Szwecji, zaczęto zakładać cmentarze, na których wyróżniały się pochówki wielmożów, More »

REKLAMA

Pan Bóg ratuje piwo przed rozlaniem

W klasztorze, gdzie przełożonym był Kolumban Młodszy miała zdarzyć się następująca historia, którą pozwolę sobie poniżej zacytować. Historię tę przekazał nam Jonasz z Bobbio, autor hagiograficznego utworu o św. Kolumbanie, Vita Columbani. On też informuje nas, przy okazji powyższej historii, że piwo jest warzone z soku jęczmiennego oraz że prawie wszystkie ludy ziemi spożywają piwo. Piwo było trunkiem zachwalanym niejednokrotnie w średniowieczu. Napój ten o niewielkiej wówczas zawartości alkoholu i początkowo niefiltrowany stanowił element codziennego pożywienia w całej Europie poza regionem Morza Śródziemnego, gdzie dominowało wino. Początkowo warzone było metodami domowymi, później w jego produkcji zaczęły specjalizować się klasztory. Było słusznie uważane za zdrowsze od wody, gdyż część bakterii ginie w czasie jego produkcji, a woda z naturalnych źródeł mogła je zawierać. A oto i sama historia:

Sługa klasztorny poszedł do piwnicy i podstawił naczynie pod beczkę z piwem, okręcił szpunt i czekał, aż naczynie napełni się trunkiem, gdyż zbliżała się pora posiłku. Wtem nagle któryś z braci odwołał go z nakazu samego Kolumbana. Wezwany tak gorliwie pobiegł do przełożonego, że zapomniał o lejącym się piwie i przypomniał sobie o tym dopiero w czasie rozmowy ze świętym. Przerażony swym niedbalstwem i przeczuciem straty, jakie wspólnota z jego winy poniesie, pobiegł jak najprędzej do piwnicy i stwierdził – ku własnemu zdumieniu – że wprawdzie, jak należało oczekiwać, beczka jest pusta, lecz piwo się nie rozlało, i choć było go znacznie więcej, niż mogło się pomieścić w podstawionym naczyniu, w niezwykły sposób mieściło się w nim, tworząc nad krawędzią „jakby okrągłą koronę:. Cud ten wyjaśniono w ten sposób, że Bóg pragnął uchronić niedbałego, lecz gorliwego sługę przed karą, jakiej musiałby się poddać za niedbalstwo. Istotnie, Regula coenobialis św. Kolumbana przewidywała w takim przypadku karę pozbawienia winowajcy pożywienia, jakie za jego sprawą uległo zniszczeniu lub zagubieniu*.

*cyt. za:J. Strzelczyk, Iroszkoci w kulturze średniowiecznej Europy, Poznań 2008, s. 105 (nie jest to cytat z Jonasza z Bobbio, tylko streszczenie J. Strzelczyka). Tę książkę można nabyć w księgarni internetowej w promocyjnej cenie!

Książka „Lenna i wasale”

Susan Reynolds, "Lenna i wasale"

Susan Reynolds, "Lenna i wasale"

Niedawno natknąłem się na książkę wydaną w tym roku. Ponieważ zahacza o interesujące mnie czasy, kupiłem ją sobie za ciężkie pieniądze. Po przejrzeniu zapowiada się interesująco, autorka bowiem na nowo interpretuje źródła i zmienia nasz sposób patrzenia na feudalizm. Na ile ten plan się jej powiódł, trudno mi powiedzieć, gdyż jeszcze nie przeczytałem książki, ale może szanowni Czytelnicy mojego bloga mogliby coś na ten temat napisać. Zapraszam do komentowania, a może i nawet napisania solidniejszej recenzji.

Do tego warto zaznaczyć, że można ją dużo taniej kupić w internecie niż ja to zrobiłem w zwykłej księgarni – polecam księgarnię internetową.

Oprawa: Twarda
Ilość stron: 1118
Rok wydania: 2011
Wydawnictwo: Marek Derewiecki
Wymiary: 15 x 21.5 cm
ISBN: 978-83-61199-31-1

Tymczasem zamieszczam opis książki z okładki:

Książka Susan Reynolds Lenna i wasale. Reinterpretacja średniowiecznych źródeł, radykalnie zmienia współczesny sposób spojrzenia na społeczeństwo średniowiecznej Europy, jako strukturę której funkcjonowanie, od co najmniej epoki karolińskiej, miało opierać się na powszechnie funkcjonujących więziach lenno-wasalnych. W gruntownie uargumentowanym wywodzie, obejmującym analizę lenno-wasalnych stosunków społecznych, autorka podważa słuszność koncepcji lenna i wasalstwa, które obowiązywały w dotychczasowej literaturze przedmiotu. Odrzuca ona także twierdzenie, iż pojęcia te mają kluczowe znaczenie dla właściwego pojmowania struktury i funkcjonowania ówczesnego społeczeństwa. Krytykując dotychczasowy sposób postrzegania zachodnio­europejskiego społeczeństwa średniowiecznego, Reynolds wskazuje, że zasadniczą przyczyną niewłaściwego pojmowania koncepcji lenna i wasalstwa, były błędy interpretacyjne, jakie w trakcie analizy średniowiecznych źródeł, popełnili wczesno­nowożytni autorzy. Błędy te, poczynając od epoki Oświecenia, były bezkrytycznie powtarzane przez kolejne pokolenia historyków, zajmujących się badaniem dziejów feudalnego, czyli w ich mniemaniu, lenno-wasalnego społeczeństwa Europy Zachodniej.

opis z tyłu książki

Pogrzebowe inspiracje merowińskie

Merowińska nekropolia w Civaux

Merowińska nekropolia w Civaux

Czytam sobie artykuł L. Leciejewicza (1) i natykam się na taką ciekawostkę:

U schyłku VI w.,w Vendel, Valsgärde i innych miejscowościach środkowej Szwecji, zaczęto zakładać cmentarze, na których wyróżniały się pochówki wielmożów, umieszczone w łodziach, bogato wyposażone w broń, sprzęt codziennego użytku, żywność. Za zmarłymi składano do grobu jego wierzchowca, niekiedy również psa i sokoła. Wielmoże ci chowani byli niespaleni. Inspiracje merowińskie zdają się tu nie ulegać wątpliwości i stamtąd najpewniej przejęto sam obyczaj (2).

Zastanawiam się jak obyczaj grzebania zmarłych mógł pokonać taką odległość. Autor argumentuje to obecnością wielu kosztownych przedmiotów pochodzących z Europy Zachodniej. Taka ewolucja stylu grzebania wydaje się w miarę naturalna w miarę utrwalania się osiadłego trybu życia oraz postępującej chrystianizacji. W Galii taki typ cmentarzysk pojawił się od końca V w., zmarli byli chowani w grobach jamowych, a cmentarzyska funkcjonowały nawet po kilkaset lat (3).

Im dłużej poznaję tą epokę, tym bardziej mnie zadziwia. Kraj Merowingów, pozbawiony wielkich postaci, był jednak na tyle silny, także kulturalnie, aby wpływać na innych. Nasze postrzeganie jest często zabarwione przez negatywną karolińską propagandę. Można więc jedynie utyskiwać na skąpość źródeł, która uniemożliwia dokładniejsze poznanie tej fascynującej epoki.

***

(1) L. Leciejewicz, Wyznacznik pozycji społecznej w rytuale pogrzebowym wcześniejszego średniowiecza, w: Człowiek w społeczeństwie średniowiecznym, red. R. Michałowski i in., Warszawa 1997, s. 45-55.

(2) Tamże, s. 48.

(3) Por. M. Miśkiewicz, Europa wczesnego średniowiecza, Warszawa 2008, s. 212.

Moja babka jest moją teściową…

Małżeństwo Sigiberta i Brunhildy (z manuskryptu z XV w.)

Małżeństwo Sigiberta i Brunhildy (z manuskryptu z XV w.)

Jako ciekawostkę zmieszczę pewien element z genealogicznej historii Merowingów. Wizygocka para królewska, Atanagild i Goiswinta, mieli dwie córki. Nie mieli niestety syna. Stąd Atanagild starała się wydać je jak najkorzystniej. Galswinta i Brunhilda miały pojąć za mężów przedstawicieli merowińskiej dynastii. Brunhilda wyszła za mąż za Sigiberta I. Wraz z nim miała córkę Ingundę. Plany dynastyczne Atanagilda pokrzyżowała jego śmierć w roku 567, wkrótce potem Galswinta została zamordowana przez swojego męża Chilperyka I. Goiswinta utraciła pozycję, jednak nie całkowicie. Nie będąc kobietą pozbawioną znaczenia dokładała starań do odzyskania utraconej pozycji. Poślubiła Leowigilda, który to miał już dwóch synów, Hermenegilda i Rekkareda. Oni to wzięli sobie za żony frankijskie księżniczki. Hermenegild poślubił Ingundę, córkę Sigiberta I i Brunhildy, tę Ingundę, która była wnuczką jego macochy. Doszliśmy do sytuacji, w której prawie, że babka Ingundy stała się jej teściową.

Takich sytuacji w historii nieraz było więcej, dziś wywołują nasz uśmiech. Kiedyś jednak były to sprawy ważne, decydujące w polityce dynastycznej i międzynarodowej. Dziś w polityce decydują (podobno) inne kwestie, ale czy jest dużo lepiej?

Jaki był wpływ świeckich na synody kościelne?

Pamiętam jak o sprawę concilia mixta niejeden raz pytał mnie promotor pracy magisterskiej. Jakoś wówczas nie zbyt mnie to interesowało. Miałem mnóstwo roboty z opracowaniem samych synodów pod kątem małżeństwa i rodziny oraz mnóstwo innej pracy jako student i kleryk. Opowiadałem wówczas, że Michałowiczówna, która twierdzi, że na synodach ani król, ani inne osoby świeckie nie były obecne (1). Przyznaje ona jednak, że w drugiej połowie VI wieku te osoby były obecne, choć nie były właściwymi członkami synodów i nie oni się pod ich uchwałami podpisywali. Autorka konkluduje: „Zdaje się więc, iż w państwie merowińskiem nie może być mowy o istnieniu „concilium mixtum” (2). Byłbym tak trwał w nieświadomości, gdyby nie kilka spraw.

Pierwsza to nalegania promotora, aby się tym tematem zająć. Znaczy, że coś jednak na rzeczy jest. Przecież gdyby tematu nie było, to po co byłoby zachęcać do zainteresowania się nim. Drugie, to lektura książki Wood’a. Pisze on nie tylko o fakcie zwoływania synodów przez króla, ale jego udziale w wielu z nich oraz akceptacji uchwał (3). Wymienia synody, w zapisie których pozostały informacje na temat udziału monarchy w synodzie (m. in. synod w Orleanie w 533 r, czy Paryżu w 614 r.). Temat obecności króla na synodach konkluduje w ten sposób: „Dysponujemy jednak źródłami, które świadczą, że sytuacja w merowińskim Kraju Franków nie musiała bardzo się różnić od wizygockiej Hiszpanii, gdzie królowie aktywnie uczestniczyli w obradach najważniejszych synodów w królestwie” (4).

Coś oczywiście podpowiada, że król, o ile był obecny na synodzie, cicho nie siedział i przynajmniej starał się mieć wpływ na uchwały synodu. Czy i jaki to był wpływ trudno mi ocenić. Pontal pisze o tym jak samo zwołanie synodu mogło być istotnym elementem polityki królewskiej, gdyż oznaczało panowanie nad danym terytorium. Choć jednak Chlodwig I zwołując synod w Orleanie miał m. in. cel pozyskania dla siebie przychylności biskupów oraz scalenia przez to podległych mu ziem, choć to on synod zwołał i zatwierdzał jego uchwały, to jednak w samym synodzie udziału nie brał (5).

Jaka więc była rola króla? Będę starał się śledzić sytuację, a może i jakiś artykuł się z tego urodzi. Kto wie, kto wie…

***

(1) Por. S. Michałowiczówna, Program społeczno – polityczny Kościoła Frankońskiego w wieku VI, Warszawa 1927, s. 28.

(2) Tamże.

(3) Por. I. Wood, Królestwa Merowingów. Władza – społeczeństwo – kultura. 450-751, Warszawa 2009, s. 122-123.

(4) Tamże, s. 123.

(5) Por. O. Pontal, Die Synoden im Merowingerreich, Padeborn-München-Wien-Zürich 1986, s. 26.

Witaj w średniowieczu!

Miłość do średniowiecza towarzyszy mi już od dawna. Na różne sposoby tworzyłem już strony na ten temat. Jednak nie mam czasu na stworzenie profesjonalnego portalu. Tak więc po okresie prób zdecydowałem się na prowadzenie bloga poświęconego wczesnemu średniowieczu. Jest to czas fascynujący, czas po upadku Imperium Rzymskiego, kiedy świat ówczesnych ludzi zmieniał się bardzo mocno. Wtedy to tworzyła się Europa na gruncie rzymsko-chrześcijańskiego prawa i cywilizacji oraz na gruncie zwyczajów i kultury germańskiej. Choć źródła do tej epoki są nader skromne, co zauważył już sam Grzegorz z Tours, to jednak nie są aż tak skromne, abyśmy nie mogli tamtych czasów badać i poznawać. A więc w drogę, w przeszłość, w historię odkrywać średniowiecze!